Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 sierpnia 2017

Mi Bluetooth Audio Receiver - Recenzja Ciekawego Adaptera Audio

Parafrazując kiedyś przeczytane stwierdzenie, obecną technologię bluetooth powinno się kompletnie usunąć z historii i stworzyć ją na nowo. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet pomimo swych wszelkich niedoskonałości potrafi ona być przydatna dzięki perełkom takim jakim jest podmiot dzisiejszej recenzji.

Od pojawienia się pierwszych adapterów bluetooth do przesyłania dźwięku, co jakiś czas kupuję/testuję jeden aby sprawdzić czy nastał już ten dzień, że dźwięk przesyłany przez bluetooth nie brzmi już tak parszywie jak zwykle.
Powiecie aptX? Też do niedawna myślałem, że to jedyne słuszne rozwiązanie. Pomimo przyzwoitej jakości dźwięku nie zostałem fanem tej technologii. Choć brzmienie pliku MP3 320kbps jest zbliżone jakościowo do tego uzyskiwanego za pomocą kabla, zapotrzebowanie na energię jest na tyle wysokie, że używanie takich adapterów opłaca się jedynie podczas treningów czy sytuacji, w których kabel nam wyjątkowo przeszkadza.

Jednak ostatnio za sprawą Mi Bluetooth Audio Receiver zmieniłem swoje podejście do tego tematu. Jest to nowa zabawka od Xiaomi, która w swoim przedziale cenowym (100-200zł) kompletnie deklasuje konkurencję.


Opakowanie:

Mi Bluetooth Audio Receiver - Recenzja Ciekawego Adaptera Audio


Adapter przyjechał do mnie w opakowaniu znanym już z innych słuchawek od Xiaomi. Niestety poza samym adapterem nie znajdziemy w opakowaniu nawet kabelka micro USB jak to jest w przypadku zestawów mono. Adapter wyposażony jest w port micro USB więc nie jest to wielki minus.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Advanced Cycle Editor - Mod dla Androidowego Menadżera Danych

Zastanawialiście się kiedyś nad bezużytecznością stockowego menadżera danych w Androidzie? Pewnie część z Was zapyta "co to w ogóle jest?" No właśnie, tak to działa. Jednak z pomocą tytułowego moda w końcu domyślny menadżer danych w Androidzie staje się użyteczny.

W czasach gdy jeszcze pakiety internetowe były kosmicznie drogie i każdy kilobajt danych był na wagę złota w smartfonach królowały menadżery danych, które podliczały zużycie danych i odcinały dane mobilne po przekroczeniu limitu danych aby nie przysporzyć użytkownikowi dodatkowych kosztów za przekroczenie limitu.
Problem z tego typu aplikacjami był taki, że były dosyć zasobożerne i przez ciągłą aktywność konkretnie drainowały baterię.  Dlatego w końcu Google wprowadziło własny menadżer danych do swojego systemu.
Można by powiedzieć, że za późno dla nas bo na dzień dzisiejszy mamy dostęp do pakietów nawet po kilkaset GB, lejki i inne udogodnienia od operatorów. Pamiętajmy jednak, że nie każdy kraj ma tak rozwinięte usługi mobilne operatorów sieci komórkowych oraz w sytuacji korzystania z pakietów roamingowych możemy się nieźle zdziwić jak szybko się one kończą.
Dlatego dobry licznik z odcięciem danych po przekroczeniu limitu nadal jest przydatną funkcją.
Na pierwszy rzut oka, domyślny, androidowy licznik spełnia swoje zadanie. Ustawiamy limit, czas pakietu i liczy. Problem jednak pojawia się kiedy nasz pakiet jest niestandardowy i nie pokrywa się z miesięcznym przedziałem, który jedynie możemy ustawić.

Tutaj dzięki użytkownikowi XDAm0m4x przychodzi Advanced Data Plan czyli prosty moduł do Xposed, który daje możliwość ustawienia własnego cyklu dla pakietów internetowych.
Jaka jest tego zaleta? Ano taka, że; nie jesteśmy zmuszeni do pilnowania niestandardowych czasowo pakietów oraz nie musimy instalować dodatkowych aplikacji, które co prawda są wiele bardziej rozbudowane i mają większe możliwości personalizacji ale przez to generują wiele większe zużycie baterii oraz na słabszych modelach potrafią obciążać podzespoły.

Advanced Data Plan jest wyjątkowo prostym narzędziem. Jeśli posiadamy w telefonie zainstalowany Xposed Framework wystarczy, że pobierzemy moduł z repozytorium a następnie w ustawieniach domyślnego menadżera danych wybierzemy z listy opcję "Zmień Cykl". Opcja ta pozwoli na dowolną zmianę cyklu pakietu. Można w ten sposób ustawić niestandardowy pakiet np. 7 dniowy czy dostosować okres do już aktywnego pakietu.



poniedziałek, 10 października 2016

Facebook Messenger Lite - Tak powinny wyglądać komunikatory

W czasach kiedy komunikatory ważą pomiędzy po 200MB i zajmują czasem nawet po 500MB pamięci RAM ciężko jest osobom, które nie potrzebują w komunikatorze gier, naklejek, animacji  oraz innych dobrodziejstw, które zaserwowała nam ostatnia aktualizacja Messengera.

Na szczęście po cichu wyszła również inna wersja tej aplikacji. Mowa o Facebook Messenger Lite, który jest po prostu odchudzoną wersją swojego starszego brata. Aplikacja jest prosta, schludna i przede wszystkim "lekka". Po instalacji zajmuje jedynie 16MB czyli ponad 10 razy mniej niż normalna wersja.




Aplikacja ma wszystko czego potrzebujemy do "wysłania wiadomości" oraz również nie ma problemu z przesyłaniem plików. Co prawda zabrakło obsługi połączeń głosowych ale w czasach kiedy praktycznie każda sieć oferuje darmowe rozmowy nie jest to niezbędna funkcja.

Wersja Lite ogólnie została zaprojektowana oraz wydana dla mniej rozwiniętych krajów gdzie mało kogo stać na smartfon z kilku-rdzeniowym procesorem oraz stały dostęp do internetu. Dlatego aplikacja działa nawet na telefonach z jedno-rdzeniowymi procesorami i  Androidzie 2.3. Nie ma też problemu z połączeniem danych gdyż wystarczy jedynie 2G (EDGE) a jeśli połączenie zostanie utracone podczas wysyłania wiadomości, zostanie ona wysłana po ponownym połączeniu.

Niestety aplikacja nie jest na razie dostępna dla naszego kraju więc nie pobierzemy jej z Google Play. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie jej ręcznej instalacji. Aktualna wersja aplikacji dostępna jest na APKMirror. Wersja przetestowana, wszystko działa.


sobota, 30 lipca 2016

Here WeGo - aktualizacja wprowadzająca nowe tryby

Od pojawienia się map Here w sklepie Play czujnie obserwowałem rozwój tej aplikacji. Ze względu na szczegółowe i aktualne mapy oraz brak opłat za samo aplikację, czy korzystanie z niej jest to ciekawa pozycja dla osób poruszających się po drogach.
Niestety dla osób korzystających z nawigacji głównie w terenie, aplikacja średnio wypada z powodu braku trybów przystosowanych do terenowych wycieczek.

2 dnie temu pojawiła się nowa aktualizacja, która miała wszystko zmienić, ale czy na pewno?

Here WeGo - aktualizacja wprowadzająca nowe tryby


Od teraz aplikacja nie nazywa się już Here, a Here WeGo i posiada wszystkie niezbędne tryby do poruszania się pod drogach, po mieście jak i w terenie.
Niestety okazuje się, że to nie wystarczy gdyż spora część pieszych czy rowerowych punktów orientacyjnych na niej nie występuje. Dodatkowym problemem jest brak możliwości pełnego zaplanowania trasy, więc pomijając fakt, że nie możemy wybrać interesującego nas punktu orientacyjnego jako punkt docelowy, to nie możemy również zaplanować wycieczki wybierając takie punkty ręcznie na mapie. Oczywiście można wyznaczać trasę po każdym postoju, ale chyba nie na tym polega ułatwienie, które powinna nam oferować nawigacja.

Tak więc podsumowując rozwój aplikacji poszedł w dobrą stronę, ale jeszcze wiele brakuje żeby aplikacja mogła konkurować z nawet średnimi pozycjami dostępnymi w Google Play.

środa, 20 lipca 2016

Autoresponder - Automatycznie odpisze kiedy nie możesz odebrać

Jeździcie na rowerze, skuterze czy motorze? Jeśli tak to znacie problem dzwoniącego telefonu w kieszeni.
Nie każdy posiada kask z wbudowanym zestawem audio, czy lubi jeździć ze słuchawką w uchu.
Niestety telefon lubi dzwonić w najmniej odpowiednim momencie, np. kiedy stoimy na skrzyżowaniu czy jedziemy ruchliwą ulicą gdzie nie ma najmniejszej szansy na odebranie połączenia.
W takiej sytuacji nie mamy często nawet jak poinformować osobę dzwoniącą, że nie możemy odebrać. Co w takiej sytuacji?

Sam ostatnio przekonałem się o tym. Poruszam się po mieście głównie na rowerze gdyż niekiedy jest to szybsza forma transportu niż komunikacją miejską czy nawet samochodem. Moi znajomi oraz współpracownicy widzą o tym i jeśli nie odbieram telefonu w godzinach, w których jadę do serwisu czy wieczorem po zamknięciu nie mają mi za złe, że nie odbieram.
Jednak klienci, szczególnie internetowi nie mogą o tym wiedzieć, więc automatycznie rezygnują z naszych usług nie mając możliwości dodzwonienia się do serwisu.

Tutaj z pomocą przychodzą aplikacje automatycznie odpowiadające na połączenia czy SMS'y zwane autoresponderami.
Przetestowałem ich większość ze sklepu Google Play. Na szczególną uwagę zasługuje aplikacja polskiego autora Motoresponder. Aplikacja automatycznie wykrywa czy jedziemy na motorze i jeśli wynik jest pozytywny odpowiada wcześniej zdefiniowanym SMS'em do osoby dzwoniącej do nas.
Ma to swoje plusy i minusy. Ja osobiście wybrałem coś prostszego.

Mój wybór padł na Auto SMS Reply. Aplikacja jest prosta do granic możliwości. Tworzymy profil, w którym definiujemy treść wysyłanego SMS'a, listę odbiorców, na której można pominąć nieznane numery czy zawęzić ją jedynie do kontaktów z książki telefonicznej oraz ustawić harmonogram usługi.


Dajmy na to jedziemy do pracy w godzinach 9:30-10:00 więc programujemy SMS'a o treści np. "Nie mogę teraz odebrać, gdyż jadę właśnie na motorze. Oddzwonię jak tylko będę mógł" i ustawiamy w harmonogramie godziny pokrywające się z przejazdem do pracy.

To samo możemy ustawić jako tryb nocny jeśli nie chcemy, aby telefon budził nas w środku nocy bo niezbyt trzeźwy znajomy po 3 miesiącach przypomniał sobie o naszych urodzinach. Szkoda, że o 4 nad ranem. :)

Dla mnie jednak największym plusem tej aplikacji jest możliwość powiedzmy zdalnej aktywacji. Żadna z testowanych przeze mnie aplikacji tego typu nie posiadała skrótu, którym można by na szybko aktywować autoresponder.
Tutaj wystarczy uruchomić aplikację, a wcześniej zapisane tryby same zostaną aktywowane.
Dzięki temu wsiadając na rower nie muszę wyciągać telefonu z kieszeni aby aktywować autoresponder, a jedyne co muszę zrobić to przytrzymać jeden z fizycznych klawiszy w celu jego uruchomienia. Do tego niestety wymagany jest Xposed Framework i odpowiedni moduł do niego, ale to temat na inny wpis. :)
Dezaktywacji usługi dokonujemy równie prosto przez kliknięcie przycisku "Quit" na pasku powiadomień.

Aplikacja kilkukrotnie przetestowana i działa wyśmienicie. Polecam.

czwartek, 16 czerwca 2016

Porównanie Nawigacji "Rowerowych" na Androida


Lato to i rower. Dla mnie jedno z drugim to nieodłączna kombinacja od lat. Im dłuższe wycieczki w nieznane, im głębszy las, im większa dzicz, im większe bezdroża tym lepiej.
Niestety czasem na tych bezdrożach człowiek się gubi, będąc pomiędzy niczym a niczym zaczyna kombinować jak wrócić na szlak czy znaleźć drogę powrotną.
Tutaj z pomocą przychodzi nawigacja. Dedykowanych rozwiązań jest wiele ale ich cena czasami bywa porównywalna do ceny całego, co prawda niskiej klasy ale całego roweru.
Dlatego alternatywą jest prosty uchwyt na kierownicę i aplikacja w naszym smartfonie.

Ja skupię się na 3 aplikacjach (jedna płatna) dla systemu Android.


1. Google Maps - pozycja obowiązkowa, której nie mogłoby zabraknąć. Jasna i czytelna mapa, to samo w przypadku nawigacji, bardzo dobre wyznaczanie tras rowerowych i aktualne mapy.
Nawet ostatnimi czasy jest możliwość zapisania sporego fragmentu mapy w wersji offline, aby będąc w obszarze z bardzo słabym zasięgiem sieci komórkowych móc bez problemu podążać za nawigacją.
Niestety poza oczywistymi plusami, zalety tej nawigacji tutaj się kończą.

Po pierwsze wiele szlaków turystycznych oraz punktów jak schroniska górskie czy szczyty, pomimo tego, że są poprawnie zaznaczone na mapie to nawigacja błędnie do nich prowadzi. Np. położenie Kopca Piłsudskiego w Krakowie podała mi myląc się jedynie o 2km.

Po drugie możliwości offline kończą się na trasach samochodowych. Nawigacja nie jest w stanie wyznaczyć jakiejkolwiek trasy rowerowej czy pieszej bez dostępu do internetu. Nawet jeśli wcześniej zapisze się trasę i próbuje się ją ponownie wczytać w wersji offline, aplikacja mówi nam, że nie posiada wskazówek dojazdu w wersji offline.

Jak dla mnie to kompletnie dyskwalifikuje ją jako nawigację, na której można polegać. Może w mieście, gdzie mamy praktycznie wszędzie połączenie z internetem się sprawdzi, ale na terenach bez zasięgu 3G/4G jest bezużyteczna.


2. MAPS.ME - po niemiłych doświadczeniach z Google Maps postanowiłem sprawdzić bardzo dobrze ocenianą alternatywę. No cóż, muszę przyznać, że jest to bardzo dobra nawigacja, z bardzo aktualnymi mapami. Wszystkie interesujące mnie punkty zaznaczone tam gdzie powinny, nic tylko się cieszyć.

Szkoda tylko, że kompletnie brakuje jej wyznaczania tras rowerowych. Aplikacja albo będzie nas prowadzić asfaltową drogą gdzie nadłożymy kilkadziesiąt procent trasy, albo w trybie nawigacji pieszej potrafi znaleźć ścieżki gdzie czasem nawet ciężko iść pieszo a co dopiero z rowerem.
Na górskich szlakach jest to świetna sprawa i mapa tworzona przez użytkowników idealnie się sprawdza ze względu na swoją szczegółowość. Raz próbowałem przebić się na rowerze przez wyznaczoną trasę pieszą - po 2km zrezygnowałem. Wolałem nie sprawdzać co jest na końcu ścieżki pomiędzy 2 metrowymi zaroślami. :)


3. OsmAnd+ - ta nawigacja w końcu trafiła do mnie. Pomimo tego, że jest płatna (darmowa wersja ma ograniczenia) to warto rozważyć ją jako główną nawigację rowerową.
Nawigacja tak samo jak MAPS.ME jest oparta o mapy OSM więc jej dokładność jest więcej niż zadowalająca. Interfacem nie powala, wiele opcji jest zamaskowanych i trzeba się do nich dokopywać. Został on już co prawda zaktualizowany do Material Design, jednak do przejrzystości z Google Maps wiele tu brakuje.

Na szczęście aplikacja nadrabia działaniem.
Po pierwsze jakość map, jak pisałem jest bardziej niż zadowalająca. Większość leśnych szlaków, polnych ścieżek i przesmyków jest zaznaczona, więc jak najbardziej pasuje do eksploracji nieznanych terenów.

Po drugie nawigacja sama w sobie działa bardzo dobrze. Kompletnie możemy zapomnieć o połączeniu z internetem. Jest dedykowana opcja wyznaczania ścieżek rowerowych, z możliwością wyboru nawierzchni. Czyli jeśli nie chcemy przebijać się przez las ustawiamy opcję "omijaj nieutwardzone drogi" i nawigacja będzie nas prowadziła asfaltówką wzdłuż lasu zamiast przez jego środek. Natomiast jeśli chcemy poszaleć na leśnym szlaku aplikacja poprowadzi nas bez problemu trasą, która jest przystosowana do jazdy na rowerze. Nie trafimy na skalne przesmyki czy mosty linowe.
Oczywiście zdarza się, że wyznaczy trasę przez 13km drogę pokrytą 10cm warstwą piasku gdzie kompletnie się jechać nie da, ale to są już szczegóły. :)

Po trzecie poza masą ciekawych opcji ma np. funkcję automatycznego wygaszania ekranu w celu oszczędzania energii. Ekran automatycznie jest wygaszany po chwili nieaktywności oraz ponownie włączany kilka do kilkudziesięciu sekund przez zakrętem czy zmianą trasy, zależnie od ustawienia.
Dodatkowo mamy dostęp do tysięcy punktów POI co stanowczo ułatwia wyznaczanie trasy do niestandardowych miejsc, czy punktów orientacyjnych jak np. kapliczka w parku narodowym Zimny Dół.

Przejechałem na tej nawigacji już ponad 100km, część w mieście, większość na  jurajskim szlaku rowerowym orlich gniazd i muszę przyznać, że poza kilkoma wpadkami jak przejazd przez zalew, prowadziła idealnie.


Podsumowując: jeśli jeździsz poza miastem i chcesz mieć pewność, że trafisz tam gdzie chcesz, bez zbędnych objazdów i żałowania, że nie zabrałeś papierowej mapy, OsmAnd jest rozwiązaniem.
Jest też nawigacja Locus, która podobno jest sporo lepsza od OsmAnd, ale jakoś mnie do siebie nie przekonała. Jak na razie OsmAnd to mój faworyt.

wtorek, 24 maja 2016

Jak Wynieść Dźwięk na Wyższy Poziom - Recenzja Słuchawek Toneking (MusicMaker) Tomahawk

Po ogromnym sukcesie jaki odniosły skromne pchełki VE Monk stwierdziłem, że skoro słuchawki za ~30zł mogą tak dobrze grać to może warto by poszukać czegoś na wyższym poziomie. Nie żebym był niezadowolony z Monków, ale jednak potrzeba upgrade'u wygrała. Zacząłem więc rozglądać się za czymś lepszym.
Na pierwszy ogień poszły mało znane Blue Ever Blue 328RM i pomimo, że są to świetne słuchawki okazało się, że ich ciepłe, basowe brzmienie kompletnie nie komponuje się z muzyką, której słucham.
Następnie na rynek weszły VE Monk+ i już myślałem, że to jest to, że może być tylko lepiej. Niestety okazało się dokładnie jak w przypadku Blue Ever Blue 328RM, może i nie są to złe słuchawki. ale do mnie kompletnie nie trafiają.
W międzyczasie, co kilka postów w Fanklubie Pchełek, przewijał się temat słuchawek MusicMaker a obecnie Toneking Tomahawk. Długo się nad nimi zastanawiałem. Jednak, ponieważ ostatnio udało mi się je dostać w prawie połowę niższej cenie niż jeszcze kilka miesięcy temu były sprzedawane, postanowiłem zamówić sztukę i...
... i, no cóż, muszę przyznać, że to jest to!!!

Jak Wynieść Dźwięk na Wyższy Poziom - Recenzja Słuchawek Toneking (MusicMaker) Tomahawk


poniedziałek, 23 maja 2016

Sony Xperia Z3 Compact - Drewniane Etui Bambusowe

W związku z przesyceniem rynku przez plastikowe i gumowe etui ludzie pytają nas o bardziej nietypowe modele. Głównie tego typu pytania skierowane są w stronę metalowych (stalowych) lub aluminiowych etui, lecz czasem bywają pytania o etui w 100% wykonane ze szkła czy podobnego materiału.
Poniższą recenzję bardziej określiłbym mianem ciekawostki niż pełnoprawnej recenzji, ze względu na charakter prezentowanego produktu. Nie jest to co prawda etui wykonane w 100% ze szkła lecz z drewna bambusowego i ono będzie podmiotem dzisiejszej recenzji. Ile warte jest takie etui, sami sprawdźcie czytając poniższy tekst.

Sony Xperia Z3 Compact - Drewniane Etui Bambusowe


wtorek, 10 maja 2016

VE Monk Plus - Recenzja

Od premiery nowego modelu Monków byłem bardzo zaintrygowany tym modelem. Czy rzeczywiście można zrobić jeszcze lepsze i ładniejsze słuchawki w tej samej cenie co ich poprzednik? Czy może jednak jest to trochę jak z telefonami Samsunga, gdzie niekiedy okazuje się, że model z Plusem może być gorszy od bazowego?
Stylistyka: przezroczysta obudowa, nowe, kolorowe gąbeczki, nowy kabel - wszystko wskazuje, że jest to dobry upgrade, ale czy na pewno?
Przeczytajcie poniższy wpis, a ja postaram się ponownie przedstawić zrozumiale swoje całkowicie subiektywne odczucia.

VE Monk Plus - Recenzja


czwartek, 28 kwietnia 2016

Xperia Z3 Compact Wymiana Wyświetlacza - Porównanie Oryginału z Zamiennikiem

Nasi klienci bardzo często zadają nam pytanie czy w przypadku wymiany wyświetlaczy różni się zamiennik od oryginału? Przeważnie odpowiadamy, że oryginał jest lepszy i pomimo wyższej ceny lepiej go wybrać bo dłużej posłuży. Dla nas, serwisantów jest to oczywiste. Oryginalne części są lepszej jakości, wiele rzadziej posiadają wady fabryczne a producent udziela na nie gwarancji.
Poza samą jakością preferujemy części oryginalne również ze względu na ich kompletność, zamienniki często nie posiadają niezbędnych do montażu taśm, klei, mocowań, czy innych elementów, które dostarcza producent oryginalnych części.
Jednak to jest nasz punkt widzenia. Punkt widzenia klienta jest nieco odmienny, im niższa cena tym lepiej. Rozumiemy to, ceny oryginalnych części nie są niskie, jednak powtarzamy, że w większości przypadków warto wydać nawet dwa razy więcej na oryginał i nie mieć potem problemów, niż kupić niepewny zamiennik, na który nie ma gwarancji.

Są jednak zamienniki przyzwoitej jakości, w przyzwoitych cenach, które możemy polecić naszym klientom. Jednymi z takich są właśnie wyświetlacze do Xperii Z3 oraz Z3 Compact.
Kiedy pytacie nas jaka będzie różnica, odpowiadamy przede wszystkim: cena. W przypadku Z3 350zł zamiast 750zł a Z3 Compact 300zł zamiast prawie 500zł. Poza ceną nie mając do porównania oryginału, na pierwszy rzut oka nie widać różnicy. Jak więc jest kiedy się je porówna?
Z rzeczy niewidocznych możemy powiedzieć, że zamienniki są bardziej podatne na uszkodzenia mechaniczne, ze względu na niższej jakości szkło, lecz wizualnie nie różni się ono kompletnie od oryginału.
Dopiero po zestawieniu kolorów obu wyświetlaczy możemy dostrzec różnicę pomiędzy dobrej jakości zamiennikiem a oryginałem. Sami zobaczcie (po lewej zamiennik, oryginał z prawej):

Xperia Z3 Compact Wymiana Wyświetlacza - Porównanie Oryginału z Zamiennikiem

sobota, 6 lutego 2016

VE Monk - Pchełki, których każdy audiofil powinien choć raz posłuchać - Recenzja

Mówią, że nie ma nic za darmo. Mówią również, że za wszystko co dobre trzeba zapłacić odpowiednią cenę. Do niedawna też tak myślałem ale po pierwszym odsłuchu na prezentowanych słuchawkach zmieniłem zdanie.
Przejdźmy może do początku. Nadmienię, że nie jestem krytykiem muzycznym ani wykwalifikowanym testerem sprzętu więc cała poniższa opinia jest oparta na moich w pełni subiektywnych odczuciach.

Od zawsze byłem miłośnikiem słuchawek. Już od czasów wczesno-szkolnych miałem ich pokaźną ilość. Wiadome, były to najtańsze możliwe "pchełki" kupione w kiosku ale już wtedy wiedziałem, że świat jest lepszym miejscem gdy człowiek może go wypełnić muzyką którą kocha.
Z czasem człowiek robi się bardziej wybredny i już "pchełki" za 5zł to za mało. Wtedy zacząłem obcować z pełnymi słuchawkami wokółusznymi i tak było do nadejścia tej zimy.

Słuchawki wokółuszne są genialnym wynalazkiem i tylko one mogą oddać prawdziwe piękno dźwięków muzyki. Niestety zimą bywają problematyczne, a powiedzmy sobie szczerze musiałbym być niesamowicie zdesperowany żeby założyć słuchawki na czapkę, pod niestety się nie mieszczą.
Postanowiłem spróbować powrotu do pchełek co w dzisiejszych czasach nie jest proste kiedy cały rynek zalany jest słuchawkami dokanałowymi, których osobiście nie lubię.
Wybór padł na SoundMagic EP30. Bardzo dobre słuchawki pod względem brzmienia, a za razem wygodne. Nie są one jednak główną gwiazdą w tym przedstawieniu choć odegrały sporą rolę. W trakcie poszukiwań natrafiłem na "Fanklub Pchełek", który nakierował mnie na EP30 jak i na tytułowe "Monki".

Venture Electronics VE MONK - bo o nich mowa zamówiłem z ciekawości, nie były drogie, kilka osób je chwaliło więc czemu nie. Standardowo wysyłka z Chin, więc czeka się miesiącami, w końcu dotarły.
Na pierwszy rzut oka słuchawki jak słuchawki, jak każdy inny chiński no-name

VE Monk - Recenzja


środa, 3 lutego 2016

Jak szybko sprawdzić ważność karty KKM bez biletomatu czy kasownika.

Czasem stoisz na przystanku w części miasta której kompletnie nie znasz. Masz ze sobą kartę KKM ale nagle zaczynasz się zastanawiać czy aby na pewno masz jeszcze aktywny bilet. Niby tak, bo przecież pamiętasz, że powinien być aktywny przynajmniej do połowy miesiąca, ale czy na pewno? Niestety raz zasiane ziarno niepewności zaczyna kiełkować więc myślisz - sprawdzę w autobusie. Tutaj niestety wkracza krakowska rzeczywistość. Wchodzisz do starego Jelcza a tam stare brązowe kasowniki. Nie możesz sprawdzić biletu, podchodzisz więc do kierowcy w celu zakupienia biletu a tu cała stówa w portfelu, kierowca tylko się śmieje i jedzie dalej. Zaczynasz więc panikować, wysiadasz na następnym przystanku i zaczynasz poszukiwania kiosku. Niestety jesteś na wylocie z miasta więc kiosku nie ma. Wsiadasz więc do następnego autobusu bo i tak jesteś już spóźniony i liczysz na to, że jednak twój bilet jest dalej aktywny.
Brzmi znajomo?

Sam nie raz znalazłem się w podobnej sytuacji więc przeglądając sklep Play wybrałem dwie aplikacje, które mogą nam pomóc w takiej sytuacji.
Pierwszą z nich jest Krakowska Karta Miejska KKM.
Aplikacja mało rozreklamowana ale za to bardzo przydatna. Dlatego postanowiłem ją tutaj przedstawić.
Za jej pomocą możecie tak samo jak na stronie MPK sprawdzić ważność Waszej karty KKM.
Plus jest taki, że nie musicie otwierać przeglądarki, przedzierać się przez dziesiątki podstron, powiększać pola tekstowe itd. Zwyczajnie wystarczy wpisać dane z karty i aplikacja pokaże nam zawarte na niej, ostatnie bilety.

Krakowska Karta Miejska KKM

Druga z nich to SkyCash. Aplikacja pozwalająca na zakup większości biletów na różne rodzaje środków komunikacji jak bilety kolejowe, autobusowe czy miejskie.
Wystarczy zarejestrować się, doładować konto SkyCash lub dodać kartę kredytować i już można kupować bilety. Aplikacja dobrze znana więc nie potrzeba tu większego opisu.

Tak oto mamy kolejny przykład jak nowa technologia może nam pomóc w życiu codziennym, wystarczy, że jest odpowiednio wykorzystywana. Smartfon to nie tylko zabawka do selfie. :)

sobota, 23 stycznia 2016

Sony Xperia Z3 Compact - Bumper Devilcase

Ostatnio podjąłem poważną decyzję o zmianie telefonu. Pracując na co dzień z telefonami nauczyłem się, że podczas normalnego używania telefonu (oraz sporadycznie do gier) nie ma różnicy czy telefon posiada 2 czy 3GB ramu, procesor 2GHz czy 2.5GHz, Adreno 3xx itp. ponieważ to są tylko cyferki.
Powiedzmy sobie szczerze, że jeśli telefon dzwoni, wysyła SMS'y, potrafi otworzyć każdą aplikację, gry na nim nie przycinają i robi dobre zdjęcia, oraz przede wszystkim da się go obsługiwać jedną ręką to nie ważnie jakie ma numerki w specyfikacji, normalny człowiek powinien być zadowolony.

Niestety bardzo przeze mnie lubiany Samsung Galaxy S4 Mini przestał spełniać kilka z tych wymogów. Pomimo tego, że modyfikacja CyanogenMod 12.1 oraz przyszła wersja 13 dała mu nowe życie, jednak aparat w nim nie nadaje się do robienia zdjęć wykorzystywanych do publikacji oraz jedynie 8GB wbudowanej pamięci przesądziły o jego wymianie.
Wybór nowego telefonu padł na Sony Xperia Z3 Compact. Mały, mocny z dobrym aparatem. Cena przyzwoita więc czego więcej wymagać? Ano etui...
Tu niestety pojawia się spory problem. Pomimo popularności tego modelu oraz jego stosunkowo delikatnej budowy niewielu producentów zdecydowało się wypuścić do niego konkretne etui. Pisząc konkretne mam na myśli firmy takie jak OtterBox, Ballistic itp. Oczywiście mamy Case Mate (2 czy 3 warianty), Cruzerlite, Ringke Fusion ale w każdym coś mi nie odpowiadało.

Tak więc po raz pierwszy zdecydowałem się na bumper, mało znanego producenta Devilcase.